Kiedy smutny nad Tela siedziałem jeziorem,
Ty przyleciałaś do mnie… z dalekiej krainy,
Jak przywabiony gołąb — białością smutnego
Ptaka na pustym domie… i długo nas ludzie
Widzieli nad jeziorem dumających… razem,
Nie wiedząc, żeśmy w toniach błękitnych szukali
Gwiazdeczki szczęścia bardzo dawno utraconej…
Nie wiem, czyś ją znalazła beze mnie… czy jeszcze
Smutną pod płaczącymi wierzbami zastaje
Biały księżyc… O moja miła siostro duszy!
Jak ci zimno być musi… we wrześniowych nocach
Oświeconej czerwonym światełkiem komina,
W którym wilgotne płaczą gałęzie… w Szwajcarów
Ziemi łuk dawny Tela jaśniejszy niż słońce
Przez sześć miesięcy roku… Jam się bardzo zręcznie
Zimie sypiącej za mną śniegami wywinął.
Słońce błyszczy mi złote — mógłbym tobie posłać
Zamiast zwiędłej rozmowy — pod myślącym słońcem
Róże dziś rozwinięte… i świeże… myślące.
Lecz na co tobie róże — ty, co kwiaty wdowie
Rwiesz na łąkach i nimi ubierasz słomiany
Kapelusz…
0 komentarzy ›
Jeszcze chodzą przed oczyma Jeszcze głowa diabła warta, Jeszcze długo spocząć trzeba, Lecz ty wyrwiesz mnie z letargu, Będę tobie wdzięcznym za to, Ty napiszesz mi, jak stoją Dla nich rosły świeże laury Niech śpiewają więc “Te Deum”, Lecz się wmięszam do antyfon, Klnę się tobie i na Athor**, Lipca d. 9 w kwarantannie Livourno 1837. * Bóg piekła.
Róże, palmy, wieże, gmachy,
Kair, Teby, Tyr, Solima,
Mój Eustachy.
Jeszcze morskie czuję strachy,
Wycia hyjen, lwa, lamparta,
Mój Eustachy.
Nim przywyknę widzieć dachy
Zamiast płócien, palm i nieba,
Mój Eustachy.
Ty pomięszasz róż zapachy
Księgarskiego wonią targu,
Mój Eustachy.
Przypinasz mi kraj i Lachy
Zniechęceniem, troską, stratą,
Mój Eustachy.
Poetycznej muzy gachy,
I co piszą, i co broją,
Mój Eustachy.
I szczękały druku blachy,
Gdym ja gonił Kofty, Maury,
Mój Eustachy.
Żem rok zgubił, budząc Grachy
I Scypiony w Kollizeum,
Mój Eustachy.
Na egipskie klnę się Ptachy,
Na kościoły, gdzie Bóg Tyfon*,
Mój Eustachy.
Co w Tentyrze ma swe gmachy,
Że się porwę, jak gladiator,
Mój Eustachy.
** Wenus egipska.
Z dolin zasutych żwirem
Wyganiasz baranki,
A trawki i baranki
Nad śródziemu szafirem
Siejesz jak Anioł Piasta…
Więc trawka pod zefirem
Drzy… i ciągle odrasta.
Czym jesteś? — Zefirem?
Żeć łudzi ta zabawka,
Te baranki i trawka.
0 komentarzy ›
Bo mój Stworzyciel znalazł mię na ziemi Bo Pan, mówiący w objawieniu: Jestem, Przetoż się, Panie, wiecznie upokorzę Gdy Pan nade mną stał w ognia oponach, Gdy stał nade mną jak ogień straszliwy, Dlaczegoż bym się, o Panie, zapierał, Dlaczegoż bym się miał zapierać strachu, Takiej bojaźni bym nie doznał, Panie, Choćbym czuł w sobie to, co ludzie święci, Przywalon byłem twéj lekkości skałą, Światłem zalały się moje alkierze, I przez wiatr lekki, i przez szelest święty
I napadł w nocy ogniami złotemi…
Napadł mię w ogniach z trzaskiem i szelestem.
Pomnąc na ono płomieniste łoże.
Gdym był jak ptaszek w Pana mego szponach,
Kiedym się w strachu sądził już nieżywy -
Żem drżał i cały z przestrachu umierał…
Żem drżał jak listek w Pana mego gmachu?
Choćbym się dostał pod mieczów ścinanie.
Tak bym nie stracił wiedzy i pamięci.
Serce jak ptaszek zlękniony latało.
A jam był porwan jako lekkie pierze.
Byłem pochwycon, a z łoża nie zdjęty.
Wyjdzie stu robotników, Święci staną w katedrze
Oborzą miasta grunt,
Wyrzucą łokieć – funt.
Klatki pełne wróblików
Otworzą – i przed tłuszczą
Ptaszki na wolność puszczą…
Muzyka nieustanna:
Wolność! Wolność! – Hosanna!
Trzej… i zawezwą Ducha,
Lud księgi praw rozedrze,
Próchno kart porozdmucha;
Weźmie stare sztandary,
Wyprowadzi jak mary
Za kościół – na mogiły,
Zapali, by świeciły
Światu dawnymi dzieły,
Błysnęły – i spłonęły.
Bije godzinna ranna,
Mary znikły: Hosanna!
Byli tam, kędy śnieżnych gór błyszczą korony, A po latach wróconym ojczyźnie pielgrzymom Młoda Maria do tańcu każe stroić lutnie Luty 1835, Genewa.
Gdzie w cieniu sosen, bożym strzeżone napisem,
Stoją białe szalety wiązane cyprysem;
Gdzie w łąkach smutnie biją trzód zbłąkanych dzwony;
Gdzie się nad wodospadem jasna tęcza pali;
Gdzie na zwalonych sosnach czarne kraczą wrony:
Tam byli kiedyś razem i tam się rozstali.
Bławatkami gwiaździste kłaniały się żyta.
Jechali błogosławiąc chat wieśniaczych dymom,
Wszyscy pod jeden ganek… Matka, siostra wita
Synów, braci, przyjaciół – są wszyscy! są wszyscy!
Przy jednym siedzą stole, przy czarach nalanych;
A wczoraj tak dalecy – a dzisiaj tak bliscy.
I nikogo nie braknie, oprócz zapomnianych.
I usiadła – spoczywa… Nagle do sąsiada
Rzekła: “Ach, kogoś braknie!” – Tu podkówka utnie
W takt mazurka. – “On umarł!” – sąsiad odpowiada.
“Cichoż na jego grobie?” –
“Słowików gromada
Śpiewa na srebrnéj brzozie cmentarza tak smutnie,
Że brzoza płacze”.
Polecamy
Copyright © 2007-2011 e-Życzenia.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kontakt
