Śni mi się jakaś wielka a przez wieki idąca Ojczyzny nieśmiertelnej… serce wielkie niech słyszę Prześwięte więc żywoty
Powieść… niby na twarzy ogromnego miesiąca
Ludy wymalowane… krwią swoją purpurową
Idące błagać Boga i wiekuiste Słowo
Na niebiosach zjawione.. – O pomóż, Zbawicielu,
Abym te wszystkie rzeczy,.. do gwiazdy i do celu
Doprowadził… a ludzkim się nie zmieszał oklaskiem
Ani łzami się zalał… ani śćmił twoim blaskiem.
Ciągle w sobie bijące… a na wielką się ciszę
Przygotuję… że żadnych stąd oklasków nie będzie…
Chyba gdzie jakie pary… białe, wodne łabędzie
Po stawach ukraińskich… albo też i nad nami,
Które są echem kraju…. tych… i muzykantami
Niebios… Cecylii świętej… za życia poślubione…
Głos słysząc… złote palmy… niewidzialną koronę
Spuszczą z chmur turkusowych… i ze złotego nieba
Róż ognistych nasypią… więcej też nie potrzeba
Kaznodziei poecie….
Opiszę… i tych jasnych duchów słonecznik złoty,
Ciągle ku przejasnemu słońcu…. odwracający
Oblicze…. więc i wielki ów kraj teraz płaczący
Wolności… i wierzbami rozwieszony nad grobem
Zbudzę… I ojce nasze nad Zbawiciela żłobem
W gwiaździe wschodniej zjawione…. ubiorę w dawne ciała,
Więc i Litwę – co wtenczas nad jeziormi siedziała.
Śmierć, co trzynaście lat stała koło mnie, Moskwa w powietrze blade zasłuchana, Pierwszy koń leciał, a był jako smoła, Drugi przeleciał — lecz resztkami włosa Trzeci przeleciał — ale był z daleka Wtenczas lud krzyknął: “To nasze trzy cary, [1845]
Poszła i wbiegła do carskiej komnaty,
Car ją jak wariat przyjął — nieprzytomnie —
I oddał ducha przy strzale harmaty,
Który gromowi bożemu podobny,
Poszedł na Moskwę jako dzwon żałobny.
W czepcach złocistych jak matuszka stara,
Słysząc to rzekła: “Albo śmiech szatana,
Albo też pękło czarne serce cara”.
I cała wyszła na zielone błonia
Czekać na jezdca pierwszego i konia.
I cały czarny jeździec na nim siedział,
Przez lud przeleciał i wpadł do kościoła,
Przez lud przeleciał — słowa nie powiedział;
A kiedy kościół odemknięto z trwogą,
A tej ciemnej Ławrze nie było nikogo.
I chustką krwawą się krył przed narodem,
Jak człowiek, który nie ma ust i nosa
I twarz ma całą zgniłą jednym wrzodem.
Ten, jako zwykle car czynić przywyknął,
Wbiegł w zamek — usiadł na tronie i zniknął.
Widny ludowi… że był jak ruina,
Która ma okna tam, gdzie u człowieka
Serce się mieści i szyja się wcina…
Ten nie doleciał, bo nań wpadły kruki
I rozerwały przed ludem na sztuki.
Które w człowieku teraz jednym były;
Najpierwszy: to duch i proch, i car wiary,
A drugi to proch i duch, i car siły;
A trzeci — od tych rozerwany ptaków,
To car-kat… który był królem Polaków”.
Na górze, która jako szmaragd była,
Stały kolumny – małom na nie zważał,
Aż je duch słońca światłem porozżarzał,
I każda cudnie w sobie zaświeciła.
Szedłem jak człowiek, który przypomina,
Gdzie jest, i myśli, [że] w kraju Greczyna.
Potem był szlachcic, którego ścigało
Nieszczęście – niby mój krewny, któremu
Nowe domostwo – gdzie osiadł – zgorzało.
Potem gdzieś rada, sejmowi czarnemu
Podobna…
0 komentarzy ›
Nagle mię trącił płacz na pustym błoniu: Przede mną mroczne błękitnawym dymem Za mną był morski brzeg i nad falami I zdjął mię wielki płacz, gdy tą gromadą I zdjął mię wielki strach, gdy poznikali I nigdy w życiu takich łez nie lałem,
“Rzymie! nie jesteś ty już dawnym Rzymem”.
Tak śpiewał pasterz trzód siedząc na koniu.
Sznury pałaców pod Apeninami,
Nad nimi kościół ten, co jest olbrzymem.
Okrętów tłum jako łabędzie stado,
Które ogarnął sen pod ruinami.
Poranny zachwiał wiatr i pędził daléj
Jakby girlandę dusz w błękitność bladą.
Ci aniołowie fal – a ja zostałem
W pustyni sam – z Rzymem, co już się wali.
Jak wtenczas – gdy mię spytało w pustyni
Słońce, szydzący bóg – czy Rzym widziałem?…
Piramidy, czy wy macie Piramidy, czy wy macie Piramidy, czy wy macie Piramidy, czy wy macie Piramidy, czy została
Takie trumny, sarkofagi,
Aby miecz położyć nagi,
Naszą zemstę w tym bułacie
Pogrześć i nabalsamować,
I na późne czasy schować?
- Wejdź z tym mieczem w nasze bramy,
Mamy takie trumny, mamy.
Takie trumny, grobowniki,
Aby nasze męczenniki
W balsamowej złożyć szacie;
Tak by każdy na dzień chwały
Wrócił w kraj, choć trupem cały?
- Daj tu ludzi tych bez plamy,
Mamy takie trumny, mamy.
Takie trumny i łzawice,
By łzy nasze i tęsknice
Po ojczystych pól utracie
Zlać tam razem – i ostatek
Czary dolać łzami matek?
- Wejdź tu, pochyl blade lice,
Mamy na te łzy łzawice.
Takie trumny zbawicielki,
Aby naród cały, wielki,
Tak na krzyżu, w majestacie
Wnieść, położyć, uśpić cały
I przechować – na dzień chwały?
- Złóż tu naród, nieś balsamy,
Mamy takie trumny, mamy.
Jeszcze jaka trumna głucha,
Gdzie bym złożył mego ducha,
Ażby Polska zmartwychwstała?
- Cierp, a pracuj! i bądź dzielny,
Bo twój naród nieśmiertelny!
My umarłych tylko znamy,
A dla ducha trumn nie mamy.
Rozłączeni – lecz jedno o drugim pamięta; Wiem, o jakiej godzinie wraca bolu fala, A choć mi teraz ciebie oczyma nie dostać, Ale ty próżno będziesz krajobrazy tworzyć, Potem jezioro z niebem dzielić na połowę, Nie wiesz, nad jaką górą wschodzi ta perełka, Przywykłem do nich, kocham te gwiazdy jeziora, A ty – wiecznie zagasłaś nad biednym tułaczem; Nad jeziorem Leman, d. 20 lipca 1835 r.
Pomiędzy nami lata biały gołąb smutku
I nosi ciągłe wieści. Wiem, kiedy w ogródku,
Wiem, kiedy płaczesz w cichej komnacie zamknięta;
Wiem, jaka ci rozmowa ludzi łzę wyciska.
Tyś mi widna jak gwiazda, co się tam zapala
I łzę różową leje, i skrą siną błyska.
Znając twój dom – i drzewa ogrodu, i kwiaty,
Wiem, gdzie malować myślą twe oczy i postać,
Między jakimi drzewy szukać białej szaty.
Osrebrzać je księżycem i promienić świtem:
Nie wiesz, że trzeba niebo zwalić i położyć
Pod oknami, i nazwać jeziora błękitem.
W dzień zasłoną gór jasnych, w nocy skał szafirem;
Nie wiesz, jak włosem deszczu skałom wieńczyć głowę,
Jak je widzieć w księżycu odkreślone kirem.
Którąm wybrał dla ciebie za gwiazdeczkę-stróża?
Nie wiesz, że gdzieś daleko, aż u gór podnóża,
Za jeziorem – dojrzałem dwa z okien światełka.
Ciemne mgłą oddalenia, od gwiazd nieba krwawsze,
Dziś je widzę, widziałem zapalone wczora,
Zawsze mi świecą – smutno i blado – lecz zawsze…
Lecz choć się nigdy, nigdzie połączyć nie mamy,
Zamilkniemy na chwilę i znów się wołamy
Jak dwa smutne słowiki, co się wabią płaczem.
Polecamy
Copyright © 2007-2011 e-Życzenia.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kontakt
