Wiersze Juliusza Słowackiego

 

Dodaj własny tekst
Wspomnienie pani de st. Marcel z domu Chauveaux
(2698 znaków)
17x

(14 stycznia 1846)

Staruszko moja! o staruszko moja,
Twoje mięszkanie takie wonne tobą,
Na murach twoich jak z obrazów zbroja,
A każdy obraz był jakąś osobą.
Dziś raz ostatni – widząc pożegnałem,
Wszedłszy do domu – bym poszedł za ciałem.

Dawno bez męża – i bez towarzysza,
Który niedawno ciebie odszedł stary -
Przycichłaś w domu – dziś ta sama cisza
W domu – a [w] bramie stoją twoje mary.
Gdym wszedł… myślałem, że szata szeleszcze,
Ogień się palił – zegary szły jeszcze.

Lecz jakaś ciemność… dziwne jakieś mroki
Nad twym kominem – nad twoją kotarą,
Jakby te dziwne śmiertelne obłoki,
Które zmieniają dzień w godzinę szarą,
A człowiekowi bronią słów i ruchów,
Bo są z poważnych i ze smętnych duchów.

Lat dziewięćdziesiąt ciałoś ty nosiła,
Przez krew – szły twoje panieńskie nożeczki,
Przez smutek starość szła twoja pochyła,
A w trumnie leżą już tylko kośteczki;
Wszystkoś wybrała ze skarbu żywota,
Czemuż po tobie – ta wielka tęsknota?

Może dlatego, że gdym twoje ściany
Odwiedzał… dawno światem niezabawne,
To spotykały mnie Republikany
I wielkich imion – dawne duchy sławne,
l wszystkie stały z odkrytymi głowy
Słuchając we mnie grzmiącej polskiej mowy.

Gdym nieraz siedział przy twoim kominie,
A ty myślałaś, ze ja sobie drzymię,
Jam na mównicy stał w tych duchów gminie
I brałem sobie między nimi – imię;
Od głów zaczynał – i do serc im sięgał,
I znów na wielkąm ich sprawę sprzysięgał.

A ty jak trupek w krześle, pod zamętem
Cicha, podobna do Park – życia matek,
Byłaś jakby tych sejmów prezydentem
Duch – próchenko ciała i opłatek,
Co miejsca przez lat dziewięćdziesiąt bronił,
A nie ustąpił – aż Pan Bóg zadzwonił.

Dlategom ja cię – czuł pod suchą kością
Dobrą, choć ludzie o złość oskarżali,
Tyś sławne imię nosiła ze złością;
A ja sam także mam to – co mię pali,
Żem jest wielkiemi – burzami [?] natchnięty,
A w burzach nawet czuję się sam święty.

Wszystko to w głębi twojego pokoja
Czułem dziś, patrząc na złoconą ścianę,
Żegnajże, cicha staruszeczko moja,
A popamiętaj – na sejmy zerwane
I pomóż zgrają twoich duchów tłumną
Mnie, który szedłem dziś jeden – za trumną.

  0 komentarzy ›

- +
+7
7,4
-4
300,10
W pamiętniku Zofii Bobrówny
(869 znaków)
6x

Niechaj mię Zośka o wiersze nie prosi,
Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,
To każdy kwiatek powie wiersze Zosi,
Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci.
Nim kwiat przekwitnie, nim gwiazdeczka zleci,
Słuchaj – bo to są najlepsi poeci.

Gwiazdy błękitne, kwiateczki czerwone
Będą ci całe poemata składać.
Ja bym to samo powiedział, co one,
Bo ja się od nich nauczyłem gadać;
Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną,
Byłem ja niegdyś, jak Zośka, dzieciną.

Dzisiaj daleko pojechałem w gości
I dalej mię los nieszczęśliwy goni.
Przywieź mi, Zośko, od tych gwiazd światłości,
Przywieź mi, Zośko, z tamtych kwiatów woni,
Bo mi zaprawdę odmłodnieć potrzeba.
Wróć mi więc z kraju taką – jakby z nieba.

13 marca 1844. Paryż.

  0 komentarzy ›

- +
+19
19,1
-1
Wiesz, Panie, iżem zbiegał świat szeroki
(4332 znaków)
28x

Wiesz, Panie, iżem zbiegał świat szeroki
Szukając jednej prawdy człowiekowi,
Śród tęcz chodziłem skalnych — przez obłoki,
I rzekłem: “Wola ich nie zastanowi,

“Człowiek nie wyrwie piorunu z chmurzycy,
Lecących niby stadami srebrnemi
Gwiazd nie zatrzyma — ani z błyskawicy
Miecza ukuje, chcąc być panem ziemi…”

I byłem jeszcze tam, gdzie Ateńczyki
W lasach oliwnych gwarzyli poważnie,
Duchem być sądząc wodę lub płomyki,
A prawdą: przeciw nędzom stać odważnie.

Więc i tam, Panie! pod tymi niebiosy
Turkusowymi, kiedym słuchał blady,
Leciały do mnie różne prawdy głosy,
Jak echa od harf umarłej Hellady.

A jednak smętny odszedłem od echa
Partenońskiego, gdzie marmur różany
I gładki — wiecznie z nieba się uśmiecha,
Jak Wenus w srebrne wracająca piany,

Skąd była wyszła kwiatem. — I tak, Boże!
Słuchałem znowu lecących bocianów,
Które się wlekły girlandą przez morze,
A niosły mi pieśń z mych ojczystych łanów.

Ale i głosy ptaków nic nie rzekły
Rozumieć tworów nie umiejącemu,
Tylko girlandy smętnych jęków wlekły,
Szum skrzydeł dając wiatrowi wielkiemu,

A smętek morzu… Lecz teraz, o Panie,
Radosny jestem i rozweselony,
Przyszedłszy na to natury poznanie,
Które mi się staje za skarby i trony

A z Ciebie wyszło…
Niechże nie powiada
Człowiek, że w moich słowach kościołowi
Jaka nienawiść jest lub jaka zdrada
Albo strach jaki…
Bośmy w nim nie nowi,

Bośmy go dawniej, pełni złotej wiary —
Ani krwi nie żałując, ani stali —
Stroili w straszne tureckie sztandary,
A sztandarami w miesiące ubrali,

A miesiącami dzisiaj błyszczy tymi
I tą odwieczną sztandarów purpurą,
Błyszczy jakoby pióry anielskimi
Pod Apeninu rozwinięty górą.

Oto więc proszę, aby mi na progu
Pozwolił z mego narodu żebraki
Usiąść, a nie siał tam ciernia i głogu,
Gdzie człowiek zbity niby orzeł jaki

Piersią upadnie… Proszę, niech już przecie
Z litości nad swą wiarą wyziębioną
Pozwoli, że kto czarta w nim rozgniecie
I z błyskawicą się zetrze czerwoną,

Pozwól, że strzegąc krzyżowego znaku
I polskiej wiary, i Boga Rodzicy
Polak aż w kościół wjedzie na rumaku,
Z szablą dobytą na pół i w przyłbicy.

Ledwom to wyrzekł, ktoś wykrzyknął: “Roma!
Nie jesteś ty już panią i królową,
Boś jest jak szatan cielesny łakoma,
A niższa sercem od ludów i głową”.

Spojrzałem wtenczas, kto w powietrzu gada,
A oto obok jednego grobowca,
Na którym w locie jaskółka usiada,
Tak jest samotny, a biały jak owca,

Na ciemnej tych pól kampańskich zieleni,
Na której słońce, gdy bije, to broczy,
I niby dawną, rzymską krwią rumieni,
I niby w jakiś sen wtrąca proroczy,

Ujrzałem mary dwie, niby młodzieńca
Z dziewicą, cudnej i smukłej urody,
Braniem łącznego zatrudnionych wieńca
Albo czerpaniem łez źródlanej wody,

Która z fontanny dawnej po Rzymianach,
Rzadkie już perły srebrzyste sypała,
Oboje bowiem byli na kolanach
Przed nią, a ona, ta fontanna, stała

Płacząca… Rzekłem więc: “czego szukacie
I czemuście tu klękli przed źródłami?”
Na ten głos obie cudowne postacie
Wyprostowały się mówiąc: “My sami

“Nie wiemy, czemu u zrzódeł tej wody
Schylamy kolan, nie mając ni dzbanka,
Ani potrzeby picia i ochłody,
Ani trzód jako gdzieś Samarytanka”.

Na to im rzekłem: “Wiem, czego szukacie
I czego chcecie od zrzódeł”. — A oni:
“Od zrzódeł, które są w powojów szacie,
Piękności tylko żądamy i woni”.

“O biedni!” — rzekłem — “piękność, woń i świéca
Jest w duchu… a wy na zewnątrz wyciekli
Jak rozwiązana w chmurze błyskawica”.

  0 komentarzy ›

- +
+7
7,4
-4
300,10
Wierzę
(1212 znaków)
8x

Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego,
Ojca naszego,
Przez któregom jest duch rodzony,
Twórczość i wolą udarowany,
Abym się objawił światłością.

Wierzę w Chrystusa Pana,
Słowo świata całego,
Który wszelką sprawę czyni,
Żywot ku Ojcu prowadzi,
A urodził się z Dziewicy
Przez natchnienie Ducha Świętego
Za ścmieniem się ludzkiej natury.
I niesion jest z ciałem w obłoki,
Skąd przyjdzie rządzić Królestwo Boże.

Wierzą w Ducha Świętego,
Trzecią Świętej Trójcy osobę,
Nieśmiertelną i wszechmocną,
Z Ojca i Syna urodzoną,
Równą Ojcu i Synowi,
Przez którąm jest napełnion świętością.

Wierzę w święty Kościół powszechny,
I w najwyższego Ducha pasterstwo;
Wierzę w świętych Duchów związek,
Widzialnych i niewidzialnych —
Wierzę w świata przemienienie,
W ostateczne zmartwychwstanie
Ciała wszelkiego na ziemi.
W Królestwo Boże widziane
Przychodzące z przemienieniem
Natury naszej cielesnej,
Z przełamaniem grzechu wszelkiego —
Wierzę. I w żywot wieczny. — Amen.

  0 komentarzy ›

- +
+11
11,1
-1
Wieniec związano z rzeczy przeklętych
(361 znaków)
3x

Wieniec związano z rzeczy przeklętych,
Lamp pogaszono tysiące świętych,
Pod jeden, topór ludzkość się kładzie,
Zegary wszystkie stoją na zdradzie,
Prac przenajświętszych łamie się moc:
O! wielka noc! o! wielka noc!

Czujmy – bo kur wnet zapieje trzeci,
Ciemności wiecznych anioł przeleci…

  0 komentarzy ›

- +
+7
7,1
-1
Wielcyśmy byli i śmieszniśmy byli
(874 znaków)
6x

Wielcyśmy byli i śmieszniśmy byli,
Bośmy się duchem bożym tak popili,
Że nam pogórza, ojczyste grobowce
Przy dźwięku fletni skakały jak owce,
A górom onym skaczącym na głowie
Stali olbrzymy – miecza aniołowie.

Ustały dla nas bić godzin zegary,
Duch nie miał czasu, a czas nie miał miary;
Szedł błyskawicą do wieczności progu
Duch – a stał wieczność – kiedy stanął w Bogu.
Zaprawdę powiem, bracia moi mili,
Żeśmy się duchem przeświętym popili.

Teraz jesteśmy z ducha wytrzeźwieni,
Bracia rozumni – czciciele pieczeni…
W głowach się nie ćmi, jak pierwej, słonecznie,
Fletnie nie grają – mogiły spią wiecznie,
Czas nasz zgodzony z ziemi zegarami -
Stoim – i spiemy… a świat spi pod nami.

  0 komentarzy ›

- +
+7
7,2
-2